Jak mówić do ludzi, żeby nas słuchali? Jak słuchać, żeby z nami rozmawiali? Czyli nieobiektywna rece
- 2 sie 2018
- 2 minut(y) czytania

Nie chcę zaczynać od truizmów, że komunikacja z ludźmi tak samo jak jest dla nas ważna, tak samo bywa trudna. I że jest to sztuka, której opanowanie może zająć nawet całe życie. To wiesz. Każdy z nas chce dobrze rozmawiać ze swoimi bliskimi (i ludźmi w ogóle), nie każdy wie jak. I o tym jest książka, którą właśnie skończyłam czytać „Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały? Jak słuchać, żeby z nami rozmawiały?” A. Faber i E. Mazlish.
Panie te są specjalistkami od komunikacji między pokoleniami, podsuwając proste metody i przykłady, pomagają budować trwałe więzi – tak nas zachęca informacja z okładki. Ktoś, kto zna ich poprzednie książki – kupi w ciemno. Kto nie zna – może spokojnie zacząć od tej, której tytuł jest najbliższy sercu:
#dzieci i nauka (btw. ceny książek są śmiesznie niskie)
Jeśli jednak jest to Twój pierwszy kontakt z autorkami, spokojnie możesz zacząć od tej pozycji. Zasady owocnej komunikacji dotyczą nas w każdym wieku i można je przełożyć nawet na relacje z szefem czy osobami, którymi Ty zarządzasz w pracy. Z drugiej strony pozwalają zrozumieć, co rodzice chcieli Ci powiedzieć, chociaż Ciebie to irytowało... i było to naście lat temu.

Książka napisana jest prostym językiem, czyta się szybko. Tym bardziej, że poszczególne rozdziały, to opis spotkań-warsztatów autorek z grupą rodziców, podczas których dyskutowali o problemach w komunikacji ze swoimi nastoletnimi dziećmi.
Każdy rozdział dotyczy innego zagadnienia, wszystkie jednak zazębiają się, stanowiąc swoją kontynuację. Po każdym z nich znajdziesz podsumowanie metod, jakie pomogą rozwiązać dany problem. Plansze z przykładowymi dialogami (przykład zły vs dobry) zmusza do refleksji – i mimo że opisuje konkretną sytuację, pokazuje mechanizmy jakie uruchamiamy i u siebie i drugiej osoby podczas rozmowy.
Nie znajdziesz w tej książce gotowych recept – musisz je wypracować samodzielnie, ale po jej przeczytaniu jest łatwiej. Zrozumiesz, jak radzić sobie nie tylko z uczuciami Twojego dziecka/ucznia/żony/chłopaka, ale i zachować szacunek dla własnych, jak wspólnie szukać rozwiązań i rozmawiać o marzeniach i priorytetach (szczególnie, jeśli zaczynają się różnić lub wykluczać).
Dla mnie najciekawszym rozdziałem był dotyczący kary, a właściwie jej bezsensowności. Bo czy nie jest tak, że wskutek kary niektórzy z nas czują takie zniechęcenie, że zaczynają tracić wiarę w siebie. Inni pod jej wpływem dochodzą do wniosku, że są źli, a jeszcze inni zaczynają po prostu... kombinować, jak nie dać się złapać po raz drugi.
Karanie jest łatwe i szeroko akceptowane jako metoda dyscyplinująca. Kara i dyscyplina, to jednak nie to samo. Kara nie daje szansy nauczenia się na własnych błędach – zamyka drzwi przed nosem i zatrzymuje (na chwilę) niepożądane zachowanie. Tyle.
Jak zachęcić człowieka do tego, by przyjrzał się czy to co zrobił jest naprawdę OK? I jak naprawić wyrządzoną krzywdę? Ja chyba już wiem (chociaż muszę jeszcze teorię przekuć w praktykę ;). Teraz czas na Ciebie.
Koniecznie sięgnij po tę książkę (albo inną, podlinkowaną wcześniej pod #). Nie pożałujesz.
Cheers!


































Komentarze